Nikt nie lubi drożyzny...
Nikt nie lubi przepłacać, wydawać na coś więcej pieniędzy niż to przewidziane, zaplanowane, więcej niż nam się wydaje, że to konieczne...
Choć z drugiej strony istnieją rzeczy, na które wydać pieniądze jest łatwiej, które cieszą nas bardziej niż inne (chociaż niekoniecznie są jednocześnie bardziej potrzebne aniżeli inne).
W obliczu światowego kryzysu, większość z nas szuka sposobów na oszczędzanie. Są na to rozmaite pomysły.
Najczęściej chyba oszczędzanie polega na rezygnacji z kupowania tego, co sprawia nam przyjemność. Dzięki temu możemy zapłacić za coś, co nie dość, że nie sprawia przyjemności, to jeszcze dołuje nas, a czasem nawet zdaje się być niesprawiedliwie ponoszonym kosztem (tak bywa zwykle z wszelkiego rodzaju rachunkami:))
Innym sposobem oszczędzania jest tak zwane "oszczędzanie na rachunkach" na rzecz przyjemności. Ten model charakteryzuje się zaprzestaniem płacenia rachunków i przeznaczaniem zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy na rzeczy i sprawy ważniejsze dla naszego zdrowia psychicznego jak np nowy mebel czy nowe buty. Niestety realizacja tego typu modelu możliwa jest jedynie w krótkim lub bardzo krótkim czasie:)
Ostatnio, na jakiejś przypadkowo otwartej stronie internetowej przeczytałam, że "kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby się przypodobać osobom, których wcale nie lubimy."
Pomyślałam: "Mów za siebie dowcipnisiu!!"
Jakkolwiek mogłabym jeszcze zgodzić się czasem z pierwszą, a nawet i drugą częścią zdania, to trzecia wydaje mi się być napisana jedynie po to, żeby facet, który to wymyślił, lepiej się poczuł...Dlaczego facet? Do końca nie wiem, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, żeby to były słowa kobiety...
Wobec wszystkich powyższych rozważań, ideałem zdaje się być wizja wydawania i oszczędzania jednocześnie:) to byłoby coś:) Naturalnym sposobem na to jest oczywiście kupowanie rzeczy tańszych, niejako towarów zastępczych albo, inaczej to ujmując- ekonomicznych alternatyw naszych potrzeb. Na przykład pomidory. Można przecież wybrać tańsze a mimo to mające smak pomidora. Co innego czosnek- tutaj chyba każdy wie, że tylko jeden wybór jest właściwy...;)
No tak, ale co z naszą psychiką, jak zadbać o równowagę wewnętrzna i to zadowolenie, które sprawia, iż na twarzy pojawia się uśmiech?
W naszym kraju mamy allegro, Zachód ma ebay'a ale co ze sprzedażą bezpośrednią? Otóż po przeprowadzce tutaj, odkryłam Trödelmarkty i Flohmarkty! Pewnie nie trzeba zbyt wiele tłumaczyć, że są to miejsca, gdzie gromadzą się osoby prywatne, rzadziej zawodowi handlarze sprzedający swoje rzeczy, oferujący towary tak używane, jak i nowe, praktycznie z wszystkich działów i dziedzin, po cenach hmmm, jakby to ująć- niższych niż sklepowe:)
Taka forma sprzedaży jest rzecz jasna całkowicie legalna. Sprzedający muszą wykupić pozwolenia i opłacić swoje miejsca. Przypomina to wyprzedaż garażową tylko taką naprawdę dużych rozmiarów. Ludzie sprzedają i kupują tu wszystko: od chemii gospodarstwa domowego, narzędzi i sprzętu rtv, poprzez meble różnych epok i stylów do odzieży, dodatków i biżuterii...
Byłam w takim miejscu już kilkakrotnie i mogę powiedzieć, że przypomina to polowanie- chodzi się od stoiska, do stoiska jak po jarmarku dominikańskim. Tyle, że wachlarz produktów jest znacznie szerszy.
Informacje o zbliżającym się Flohmarktcie można znaleźć na długo wcześniej na plakatach w mieście, a także w gazetach czy internecie. Na Trödelmarkt należy przyjechać wcześnie rano, właśnie z uwagi na to, że przeważająca liczba towarów jest w pojedynczej liczbie, a sprzedający ustawiają się od 5 rano, czasem wcześniej... Jest to- według mnie- jakaś ofiara, gdyż wczesne wstawanie w weekendy, nie jest moją mocna stroną ale jednocześnie muszę przyznać- w tym wypadku opłaca się:) Ze względu na tak urozmaicony asortyment, polują tu zarówno kobiety jak i mężczyźni.
Nieodłącznym elementem takiego Trödelka jest targowanie się:) Ja uczę się tej sztuki od znajomej mistrzyni w tej dziedzinie;) I takim sposobem za naprawdę niewielkie pieniądze można kupić zarówno to, co bezwzględnie niezbędne, jak i to, co mało potrzebne ale za to ma inne zalety;) Z uwagi na tak szeroką gamę produktów oraz fakt, że są i nowe i używane, można upolować prezenty dla najbliższych (lub dla siebie), kupić pieluszki czy zabawki dla maluchów, filmy, które już są dostępne na dvd albo na przykład nowe żelazko!:D
Ja kupiłam (między innymi) nowe kryształowe kieliszki, o takie:)
(i apaszkę też;))
Niekiedy ludzie sprzedają też własne wyroby lub wymieniają się nimi. Niektórzy oferują też usługi, jak np dorabianie kluczy albo wymiana baterii w zegarku...Bardzo podoba mi się taka inicjatywa.
Inni sprzedają świeże warzywa i owoce jak na naszych bazarkach. Tanio i świeżo.
Na jarmarku szybko mija czas, zakupy dzięki możliwości targowania się są emocjonujące i ciekawe. Różnorodność towarów sprawia też, że chcę się iść dalej aby odwiedzić wszystkie stoiska...
Po wszystkim, pozostaje zadowolenie z polowania, pełno produktów w bagażniku i uśmiech na myśl o tym ile się zaoszczędziło:) niestety efektem ubocznym bywa też pusty porfel...Nie wiem zatem do końca, jak długo sprawdza się omawiana tu forma oszczędzania;)
Jednak myślę sobie, że lepiej mieć pusty portfel ale pełne torby zakupów i zadowolenie wypisane na twarzy aniżeli pusty porfel, puste torby i depresje!
Ostatnie zdanie postu mi się podoba najbardziej hah :) Faktycznie fajna sprawa na zaoszczędzenie kilku groszy :) / Karolina
OdpowiedzUsuńKarolcia, początkowo wydawało mi się, że te markty są zdecydowanie za duże, zbyt wiele czasu nam "kradną" w weekend....teraz jestesm zdecydowanie odmiennego zdania:)
Usuń