czwartek, 18 września 2014
Tak blisko, a tak daleko czyli o różnicach (nie) tylko kulturowych
Temat szczególnie mi bliski...nie tylko ze względu na studia, po prostu jakoś zawsze mnie pociągały różnice w mentalności ludzi mieszkających w różnych częściach globu. Egzotyczne zachowania, nie do końca zrozumiałe dla mnie -tym bardziej interesujące- systemy wartości, wierzenia, kultura...
Ale nasi sąsiedzi? Czy mogą być na tyle odmienni, by warto było o tym wspominać? Kraj ościenny, tak dobrze znany wszystkim, którzy byli tam choć raz. Chyba każdy nasz rodak potrafi powiedzieć coś o Zachodzie Europy, mało jest nie mających zdania, doświadczeń, choćby tych "ze słyszenia". Każdy ma zatem jakieś skojarzenia.
Ja też miałam:) Nadszedł taki moment, kiedy musiałam zacząć konfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością...i dostrzegać różnice.
I powiem tyle: jest co dostrzegać:)
Na zachód od Odry wszystko zdaje się mieć swoje miejsce, swój czas i swój przepis. Nic nie wynika z niczego. Za to wszystko jest jakby mocno osadzone w rzeczywistości. Mój małżonek często mawia, że w jego kraju nawet ptaki wiedzą kiedy wolno im śpiewać, a muchy wiedzą gdzie mają latać. Uważam, że to dobra (póki co jeszcze) metafora.
W miejscu, w którym mieszkamy, przepisy państwowe i wewnętrzne, prawo Landu, zasady współżycia społecznego, reguły życia w blokach tzw Hausordnung, niepisane zwyczaje i szereg tradycji regulują prawie wszystkie aspekty życia obywateli. Na razie nie spotkałam się jeszcze z płaszczyzną życia, wolną od zasad czy przepisów i pozostawioną do samodzielnych decyzji, jakkolwiek wolnych obywateli.
Trzeba przyznać, iż takie życie z jednej strony ogranicza swobody ludzi i prawa wyboru dotyczącego czegokolwiek, jak miejsca parkingowego przed blokiem, posiadania zwierząt domowych, zakładania działalności gospodarczej i wyboru jej formy, brania prysznica o dowolnie wybranej godzinie itd...Wiele spraw poddanych jest rygorowi jak gdyby "dowolności pozornej" polegającej na tym, że teoretycznie można dokonać wyboru, ale w praktyce jest tylko jeden wybór. Tak jest np. z ubezpieczeniami. I tak- nie ma przymusu posiadania ubezpieczenia na wypadek sporów prawnych. Lepiej jest jednak je mieć bo bez tego nawet zmiana sieci komórkowej może okazać się problemem nie do przejścia. A adwokaci się cenią wyżej niż ci u nas:) W przypadku choćby sporu z sąsiadem bez ubezpieczenia prawnego stoi się na przegranej pozycji.
Podobnie rzecz ma się w przypadku łóżek wodnych- które należy ubezpieczać z uwagi na szkody, jakie mogłyby powstać, gdyby łoże takie uległo znacznemu uszkodzeniu, powodującemu z kolei niedające się łatwo usunąć szkody na ruchomościach bezpośrednio przyległych. Krótko mówiąc gdyby woda z łóżka wylała się w całości na ściany i podłogę.
Z drugiej strony, najliczniejsze państwo UE musi przecież jakoś radzić sobie z ciągle rosnącą liczbą ludności, w dużej mierze napływowej. Ciągłe dążenie do kontroli i (częściowo możliwa do zrozumienia) chęć jakoby "ogarnięcia" tej całej populacji powoduje czasem ekstremalne piętrzenia się formalności. Za przykład może tu posłużyć komórka na tzw kartę. U nas, nie trzeba jej nawet, jak wiadomo rejestrować, wystarczy kupić kartę i włożyć do telefonu. Otóż, tu jest zupełnie inaczej. Zakupioną kartę należy najpierw zarejestrować przez internet podając wszystkie swoje dane datę urodzenia, adres i numer dowodu osobistego. Następnie należy zaakceptować warunki umowy, zobowiązując się tym samym do regularnego "ładowania go" za określoną kwotę. Potem następuje okres weryfikacji, to oznacza, że sprawdzana jest prawdziwość danych i już po 24 do 48 godzin można korzystać z telefonu:)
Robiąc przelew pocztowy, w tak zwanym PostBanku również należy podawać wszystkie swoje dane, nie wyłączając daty i miejsca urodzenia. Przy wybieraniu banku natomiast, należy wykazać się wyjątkową rozwagą. Trzeba szczegółowo rozeznać sytuację, zorientować się jakich bank jest rozmiarów, w jakich miastach ma filie i oddziały, a i to nie zabezpieczy przed wpadką typu: "może Pani wykonać przelew tylko w banku, w którym fizycznie zakładała Pani konto, tylko tam może Pani też wpłacić gotówkę na swoje konto", mimo, że nazwa banku jest ta sama, ale miasto inne, a banki ze sobą nie współpracują. Oznacza to w praktyce, że każdy oddział tego samego banku jest traktowany jako osobny bank...
Ciekawe i warte wspomnienia jest także podejście do religii i kościoła, który utrzymuje się nie tylko z dobrowolnych datków, ale także określonych podatków. Dlatego przy zameldowaniu, każdy urzędnik zapyta o wyznanie...Cóż, jestem katoliczką, modlę się i uczęszczam do kościoła.
Tu spotkałam się z kościołami różnych wyznań, co wiąże się naturalnie, z różnymi praktykami religijnymi, ale o tym innym razem. Tutaj chciałam zaakcentować ciekawostkę dotyczącą jedynie katolickiego kościoła, w obrządku rzymsko-katolickim, a więc tym, znanym mi całe życie. Zauważyłam bowiem, iż ludzie w dużej ilości przystępują do sakramentów. A dokładniej to do jednego sakramentu, jakim jest Komunia Święta. Bo ze spowiedzią to już wygląda zupełnie inaczej. Z tygodnia na tydzień, podczas kolejnych mszy świętych, ku mojemu zaskoczeniu, upewniałam się w pierwotnych przypuszczeniach. Ludzie nie chodzą do spowiedzi, a na pewno nie tak licznie, jak do Komunii Św...dlaczego tak jest? Otóż kościół kultywuje tu tradycję "spowiedzi powszechnej" w dosłownym tego słowa znaczeniu. Interesujące? Jeszcze bardziej ciekawe stało się, kiedy moi znajomi opowiedzieli mi, jak ich syn był przygotowywany do Pierwszej Komunii. Według ich relacji, wszyscy rodzice wraz z pociechami zostali poinformowani, że planowana jest pierwsza spowiedź oraz, iż każde dziecko, które tego pragnie, może przystąpić do tego sakramentu. Nie było jednak żadnego nakazu w tym względzie. W rezultacie do pierwszej spowiedzi przystąpiło kilkoro dzieciaczków. W uroczystym dniu Pierwszej Komunii Świętej do kościoła przybyło zaś kilkadziesiąt...i tyleż przyjęło ten sakrament.
Aby zachować pełną uczciwość, podkreślam, iż nie widziałam tego na własne oczy, a jedynie słyszałam relację znajomych. Jednak co tydzień chodzę do kościoła. I jak się przekonuję, nawet na tym polu są różnice.
O różnicach w mentalności, ciekawych zachowaniach i interesujących przekonaniach z pewnością napiszę jeszcze wielokrotnie...Nie sposób zawrzeć wszystkich lub choćby większości spostrzeżeń w jednym poście. Warto zauważyć, iż duże skupiska ludzkie, szczególnie większe miasta i metropolie zapełniają się wciąż przybywającą ludnością napływową. Emigrantami, uchodźcami lub ludźmi powracającymi po latach zagranicą, albo po prostu poszukującymi swojego miejsca na świecie. Sprawia to, że kraj ten zaczyna wypełniać społeczeństwo multi-kulti, tym bardziej atrakcyjne obyczajowo i kulturowo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ciekawa jestem tych wszystkich różnic. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego jak naprawdę jest dopóki sam w nim nie zamieszka. Trzymam kciuki, by wszystko się układało po Twojej myśli!
OdpowiedzUsuńDzięki! Myślę, że tak naprawde wystarczy się przeprowadzić w inny region Polski by się przekonać jak inni są ludzie, jak różne są zwyczaje i czasem tradycje...a co dopiero w obcym kraju, nawet jeśli to kraj sąsiadujący z naszym:)
Usuń