czwartek, 2 października 2014
względność i bezwzględność czasu
Nie pisałam dłużej niż chciałam nie pisać, z uwagi na problemy z internetem. Choć tak naprawdę, to nie o internet tu chodzi... Tak czy owak, zainspirował mnie on do napisania kolejnego posta.
W liceum, a nawet na pierwszym roku studiów, nie miałam jeszcze laptopa (a przecież nie jestem znowu taka stara (!?)). Dostęp do internetu miałam w kawiarenkach internetowych lub dzieliłam go z siostrą, ku jej niezadowoleniu, przy komputerze stacjonarnym, który stał w jej pokoju. To były czasy gdy oglądało się youtubowe filmiki na raty, a internet często bez uzasadnionej przyczyny, nieoczekiwanie odmawiał współpracy.
Nieco później odkryłam, że recepta na mulący internet jest prosta i bardzo skuteczna: wyjmij i włóż ponownie kabelek;)
Rok, dwa lata temu, kiedy na tablecie kończył się limit przesyłu danych, po prostu włączałam laptopa i kontynuowałam pracę.
Potem przyszedł czas na internet w telefonie bez konieczności opłacania każdego dodatkowego megabajta informacji;)
Większość z nas pewnie uczestniczyła w podobnej ewolucji internetowej, nie zdając sobie sprawy, jak z biegiem czasu uzależniamy się od tego narzędzia. Niemalże ubezwłasnowolnieni codziennie załatwiamy tysiące spraw online...
Oczywiście problemy z przesyłem danych nadal się zdarzają. Ich skala i rozmiar nie są już chyba jednak horrorem i nie skłaniają do brania Relanium...bo jak pisałam na wstępie nie o internet tu chodzi.
A jednak.
Przez pewien czas po przeprowadzce mieliśmy wyłącznie internet mobilny, jakkolwiek drogi, jednakże niezbędny. Potrzebowaliśmy trochę czasu aby wśród wielu spraw znaleźć czas na zaznajomienie się z ofertą wielu operatorów. W końcu, również na skutek mojego zniecierpliwienia, mój małżonek dokonał wyboru. Umowa została zawarta telefonicznie (jak bardzo wiele umów tutaj) a stosowne dokumenty potwierdzające jej zawarcie miały zostać przesłane tradycyjną pocztą (co już mnie nieco dziwi, bo skoro można zawrzeć ważną z prawnego punktu widzenia umowę przez telefon, to dlaczego nie można przesłać potwierdzenie pocztą elektroniczną, ale to inna sprawa). Problem pojawił się, kiedy po pół godzinie od zawarcia umowy, znaleźliśmy korzystniejszą ofertę... Dodatkowo okazało się, że nasze miejsce zamieszkania nie spełnia wymogów technicznych i tak czy inaczej byliśmy zmuszeni odstąpić od świeżo zawartej umowy, co też uczyniliśmy (ponownie przez telefon).
W ten sam dzień, a była to sobota, udało nam się szczęśliwie zawrzeć inną umowę, z operatorem, który oprócz internetu no limit (co tutaj wcale nie jest takie oczywiste) oferuje większą prędkość przesyłu danych. Byliśmy z siebie zadowoleni aż do poniedziałku, kiedy to, ku naszemu zaskoczeniu, okazało się, iż przyszła przesyłka z internetem od firmy, z której zrezygnowaliśmy. Nasza irytacja (w tym, szczególnie moja) wzrosła do potęgi, kiedy przez kolejne dni tygodnia przychodziły kolejne przesyłki od tej samej firmy, m.in. kody, karty aktywacyjne, gwarancyjne itd...tymczasem od "naszego" operatora nie dotarło nic. Skwapliwie więc odsyłałam wszystko, co dotyczyło tej "wystornowanej" umowy.
W następną sobotę, po upływie tygodnia, ponownie telefonicznie, próbowaliśmy dociec skąd to opóźnienie. Otrzymaliśmy tylko zdawkowe zapewnienie, że jeśli wyczekiwana przesyłka nie dotrze w tę właśnie sobotę- będzie to poniedziałek. W międzyczasie, żeby nie było za wesoło, "skończył się" nam internet mobilny, jedyne nasze okno na świat.
Od wczesnych godzin poniedziałku oczekiwałam przesyłki:) Dotarła pod wieczór! Tym razem jednak czekała mnie kolejna niespodzianka- przesyłka zawierała bowiem pierwszy rachunek za korzystanie z internetu wraz z opłatami aktywacyjnymi, oczywiście od firmy, z której usług (przecież na samym początku!!) zrezygnowaliśmy.
Poczułam pilną potrzebę zażycia Relanium...
I tak upłynął kolejny tydzień- wyczekiwanie- telefony- bezowocne tłumaczenia (zarówno jednej, jak i drugiej firmy). Udało nam się wywalczyć potwierdzenie odstąpienia od zawartej umowy z pierwszą firmą. Co ciekawe, ten "dokument" wysłano jednak pocztą elektroniczną.
Co do wyczekiwanej przesyłki, pewien bardziej rozeznany- jak się okazało- pracownik działu obsługi klienta, przekazał nam zaskakującą, także dla niego, informację o tym, że nasza "paczka" zostanie nam dostarczona dokładnie 28. października. W szoku zapomniałam zapytać, czy chodzi o bieżący rok.
(Relanium)
Ostatecznie mój małżonek postawił sprawę na ostrzu noża- albo będziemy mieli internet w przeciągu trzech dni, albo rezygnujemy z usług tego operatora.
Podziałało.
Dzisiaj rano, brałam prysznic, kiedy usłyszałam przyjazny dźwięk dzwonka do drzwi. Wyskoczyłam z łazienki jak oparzona, ale zdążyłam jedynie zauważyć pana, który oddalał się śpiesznie w kierunku skrzyżowania. W jego ręku dostrzegłam naszą upragnioną przesyłkę...
Byłam zdesperowana, ale chyba nie aż tak, żeby wybiec w samym ręczniku na ulicę, może gdyby jeszcze było lato...ale nie, z resztą i tak już było za późno.
(Relanium)
Wtedy mniej więcej zdałam sobie sprawę, że tu nie chodzi o sam internet ale bardziej o czas, który bez dostępu do sieci, bez możliwości pracy, czytania wiadomości, newsów, korzystania z e-maila, komunikatorów, portali społecznościowych, zakupów online, oglądania filmów, pisania bloga, tworzenia nowych projektów itd. staje się czasem straconym (!?) a na pewno nie w pełni wykorzystanym. Czas zdecydowanie wydłuża się jeśli na coś czekamy... Ale też skraca się jeśli mamy szybki internet;)
Zrezygnowana, nie mając zbytnio innego wyjścia, musiałam więc ponownie "załadować" swój mobilny internet.
Jutro też jest dzień! A nawet szczególny, wyjątkowy i... wolny bo przypada Święto Narodowe.
No cóż, pozostaje mi poczekać do kolejnego poniedziałku...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
.jpg)
Rzeczywiście, masz sporo 'zabawy' z tym internetem, mogłaś powiedzieć chociaż słowo na fb, nie pisałabym tyle :P :P :P :) :) / Karola
OdpowiedzUsuńehh, Twoje pisanie to nie żaden problem:) raczej odpowiadanie nie zawsze mi wychodzi na dobre:p ale mam nadzieje, ze niedługo to się zmieni!!
OdpowiedzUsuń